Projekt Power Se relacja szósta i ostatnia

7.02.2018

Edukacyjna wyprawa z Krościenka do Cork

   Przygodę czas zacząć, tak właśnie traktowałem swój wyjazd do Irlandii. Cel: nauka języka angielskiego, zobaczenie kraju, poznanie kultury i ciekawych ludzi. Irlandia, miejsce w którym będę po raz pierwszy. I tak, 18. listopada dotarłem do Wrocławia skąd lot liniami Ryanair do miejscowości Cork. W Irlandii wylądowałem po 3 godzinnym pobycie w powietrzu. Na lotnisku czekał na mnie Ted - gospodarz, u którego miałem mieszkać. Ted i jego małżonka Georgina okazali się bardzo sympatycznymi i przyjacielskimi ludźmi. Przez cały pobyt dbali o mnie oraz się opiekowali. Byli przede wszystkim wyrozumiali dla mnie i mojej znikomej wiedzy językowej. 

    Zajęcia w szkole Active Centre of English Training rozpocząłem 20. listopada. Po teście diagnozującym zostałem przydzielony do grupy na poziomie A2/B1. Klasa liczyła 5 uczniów: Barbara i Tana z Brazylii, Juan Pablo z Boliwii oraz Carola i Camilla z Włoch, no i oczywiście ja. Pierwsza myśl: nie ma żadnego Polaka, no ale przecież mam Translator w telefonie, jakoś to będzie. Nauczyciel o imieniu Finbarr swoją pracę wykonywał świetnie. Jeśli jakiegoś zagadnienia nie mogliśmy zrozumieć słownie to gestykulacja oraz rysunki na tablicy nigdy nie zawodziły. O ile pierwszego dnia starałem się słuchać i odpowiadać w miarę możliwości, to od drugiego dnia pojawiły się schody. Gdyby nie wspomniany wcześniej Translator, byłoby ciężko ogarnąć i zrozumieć, co do mnie mówi nauczyciel.

 


    I tak dzień po dniu nastał piątek, czyli czas na napisanie testu. I wtedy poczułem się jak uczeń nieprzygotowany do sprawdzianu. Podszedłem do niego na luzie, myśląc, że przecież muszę go zdać. No i od czego znowu mam Translator? Godzinny test napisałem. Jakież było moje zdziwienie, gdy nauczyciel poprosił mnie na rozmowę i powiedział, że uzyskałem ponad 50% dobrych odpowiedzi. Tak pozytywna myśl oraz zbliżający się weekend napawały mnie bardzo optymistycznie. Drugi tydzień nauki przeleciał jeszcze szybciej. W sumie test końcowy poszedł mi troszkę gorzej niż pierwszy, ale i tak byłem z siebie dumny. Przez dwa tygodnie nauczyłem się posługiwać trzema czasami. Efekt całkiem dobry.

 


   

    Oprócz codziennej nauki oraz odrabiania zadań domowych było również życie towarzyskie. Ze znajomymi z mojej grupy wybieraliśmy się w różne miejsca Cork oraz okolicy. Najważniejsze z nich to: zamek oraz ogrody w Blarney, Muzeum Miejskie, Muzeum Cork City Gaol, Planetarium Blackrock Castle, Katedra Saint Fin Barre's, Katedra Mary & St. Anne. Ciekawie wyglądał targ miejski oraz uliczki w centrum Cork.
    Z Irlandii, oprócz wiedzy językowej, wywiozłem przesympatyczne podejście Irlandczyków do drugiej osoby. Nie dziwię się, że jest to kraj tak często wybierany przez naszych rodaków w celach zarobkowych. Ja jednak ze względu na pogodę nie zamieniłbym Krościenka na Cork.

Jacek Dusik, nauczyciel informatyki i wf