Podróż w czasie…

27.04.217

 Absurdy PRL-u. Czy umiałbyś dzisiaj funkcjonować w ustroju komunistycznym?

    Jak Kinga Słowik z kl. 2A odnalazła się w peerelowskiej rzeczywistości? Jej praca napisana na przedmiocie Historia i Społeczeństwo, prowadzonym przez panią Edytę Barnaś. 

    Odkąd w Polsce ustrój zmienił się z komunistycznego w demokratyczny, zmieniło się także społeczeństwo. Na rynku zaczęło pojawiać się między innymi więcej maszyn w niższych cenach, dzięki czemu dobrej jakości urządzenia nie są już luksusem. Dając społeczeństwu jeszcze technologie takie jak dostępny dla wszystkich Internet oraz wolność słowa, uczyniono je szczęśliwszym, ale też częściowo pozbawionym niezależności. Co by było, gdyby współczesna, „ograniczona” przez wolność jednostka, nagle została tej wolności pozbawiona? Można byłoby przenieść ją do Polski co najmniej 30 lat wstecz, gdy rządzili nią komuniści, a ówczesne realia pod pewnymi względami znacząco różniły się od tych obecnych.

    Gdyby na chwilę obecną istniały maszyny pozwalające na podróżowanie w czasie, prawdopodobnie mogłabym wybrać jedną z wielu dostępnych. Każdy z producentów chciałby mnie zachęcić do skorzystania z ich oferty podając mi informacje nie tylko o specyfikacjach technicznych, ale też innowacyjnych funkcjach, które co prawda w większości przypadków nie są potrzebne do funkcjonowania maszyny, ale bardzo uprzyjemniają podróż. Po wyborze jednej z tych maszyn i przygotowaniu do podróży wchodzę do niej i wpisuję odpowiednie dane do komputera wewnątrz maszyny, po czym zaczynam podróż. Nie powinna ona trwać długo, ale i tak otwieram odtwarzacz muzyki zainstalowany na innym, rozrywkowym komputerze znajdującym się w maszynie. Otwieram listę utworów i szukam czegoś, co brzmiałoby interesująco. Niestety, wszystkie piosenki które tam były, dobrze znałam i przesłuchałam tyle razy, że stały się dla mnie nudne i przestały się podobać. Jednak wybór był bardzo duży; można było posłuchać zarówno rocka progresywnego, jazzu i bluesa, jak i muzyki elektronicznej i współczesnego popu. Zerknęłam więc na aplikację z audiobookami. Książek też nie było mało, była też duża różnorodność gatunkowa. Na komputerze znalazłam też kilka filmów. Chociaż zostały one prawdopodobnie kupione, większość osób teraz pobiera takie rzeczy z Internetu, korzysta z nich przez chwilę i potem zostawia i pobiera nowe. Nie kosztuje to prawie nic. Nie powinno zatem dziwić, że nie ma głębokiego przywiązania do przedmiotów, spowodowanego wysiłkiem potrzebnym do ich zdobycia czy sentymentem. Zanim zaczęłam przeglądać inne aplikacje na komputerze, zostałam poinformowana o zakończeniu podróży i możliwości wyjścia z maszyny. Ciekawa życia w socjalistycznym świecie, natychmiast wychodzę. Znajdowałam się na polu na jednej z wsi niedaleko Krakowa. Zgodnie z planem, maszyna zniknęła, by pojawić się kilka dni później. Zostałam sama ze swoimi rzeczami.

    Przechodzę przez pole i docieram do drogi będącej pasmami ziemi bez trawy. Idę wzdłuż niej. Podczas wędrówki moim oczom ukazują się dwa drewniane domki z otwartymi drzwiami. Byłam dość wyczerpana chodzeniem i chciałam odpocząć, ale czy to dobry pomysł? Współcześni ludzie niechętnie przyjmują niezaproszonych gości, co może się wydawać zrozumiałe, bo ci goście mogliby być potencjalnymi złodziejami. A tutaj drzwi były otwarte! Jednak nie były one niezabezpieczone, gdy przybliżyłam się do nich, usłyszałam głośne szczekanie psa. Wtedy z domu wyszła kobieta, zaczęła coś do mnie wykrzykiwać. Sparaliżowało mnie ze strachu, więc nie rozumiałam, co ona do mnie mówi, a więc tym bardziej nie mogłam nic odpowiedzieć. Jednak po chwili, gdy się uspokoiłam, wywnioskowałam z obecnej sytuacji, że ta kobieta nie była na mnie wściekła. Wręcz przeciwnie, cieszyła się że ktoś przyszedł ją odwiedzić. Zaprosiła mnie do domu.

    Najpierw zabrała mnie do kuchni i zaprosiła na kolację. Podczas niej poznaję jej męża, pracującego w najbliższym PGR i dowiaduję się, że ona sama pracuje jako sekretarka.  Opowiadali też o ich sąsiadach, kurach i jakichś innych osobach, zwierzętach i rzeczach, co mnie nudziło. Zachciało mi się podyskutować o polityce. Po długiej ciszy zaczęłam więc mówić o tym, co się w ich świecie prawdopodobnie wydarzy. Opowiadałam o nadchodzącym kryzysie gospodarczym, grupach społecznych, które zaczną bunt przeciw władzy i ostatecznie upadku komunizmu i zmianie Polski na bardziej otwartą na inne państwa, nowoczesną i wolnorynkową. Oni spytali się mnie, skąd ja to wiem. Odpowiedziałam, że gdyby tylko widzieli, jak postępują władcy komunistyczni, zgodziliby się ze mną. Istotnie, pozbawiona dalekowzroczności budowa nowych hut i zakładów pracy niedostosowanych do ówczesnych technologii i produkujących ilość i rodzaj produktów opartych tylko na danych w jednej ze statystyk, napędzanie „wyścigu szczurów”, w którym ceniono bardziej ilość niż jakość, niesprawiedliwe wynagrodzenia takie same dla ciężko pracujących i jedynie przebywających w miejscu pracy oraz stosunkowo luksusowe życie rządzących, wbrew woli Marksa, musiały doprowadzić do buntów społecznych i upadku systemu. Niestety, ukrywano to w taki sposób, że mało osób przypuszczało, iż zacznie dziać się coś złego. Nie było też legalnej możliwości wyboru spośród wielu gazet i telewizyjnych kanałów informacyjnych, dzięki którym, opierając się na opiniach na dany temat głoszonych przez przeciwstawne sobie środowiska, można samemu wytworzyć własną opinię na ten temat. Telewizora nie ma, więc biorę do ręki gazetę, oczywiście propaństwową. Nie będzie przecież tam krytyki władzy, to sprzeczne z założeniami. Nic więc dziwnego, że o niczym nie wiedzieli. Sami nawet nie zdawali interesować się tym, woleli rozmawiać na inne, bardziej przyziemne tematy.

    Kończyliśmy kolację. Zobaczyłam częściowo wieś i prostych ludzi; ograniczony dostęp do rzetelnej informacji, w porównaniu do współczesności, jest dotkliwy. Trudno wytworzyć dobry obraz środowiska, gdy nie posiada się odpowiednich elementów, czyli właśnie informacji. Byłam jednak pewna, że mieszkańcy miast mają większą wiedzę – oczywiście ograniczoną przez propagandę, ale zdawało mi się, że prasa podziemna też się rozwijała i nonkonformiści chętnie ją czytali. Postanowiłam więc wybrać się do Krakowa. Poinformowałam o tym gospodarza i spytałam, czy mogę przenocować, na co się zgodził. Problem był jedynie z dojazdem, jednak jeden z sąsiadów zgodził się mnie zawieźć.

Nazajutrz po spotkaniu z sąsiadem wsiadłam na jego wóz i koń zaczął iść. Po chwili mężczyzna wziął też grupkę kilku kobiet. Przez całą drogę prowadzili oni rozmowy, nie wsłuchiwałam się dokładnie. Na początku chcieli też rozmawiać ze mną, ale na ich pytania odpowiadałam bardzo krótko, nie miałam ochoty na dyskusje. Podobnie jak chyba większość współczesnych, do nieznajomych wolę pisać, nie jestem na tyle pewna siebie, by dużo mówić. Tu jest odwrotnie, wszyscy są otwarci i dyskutują na różne tematy. Z czasem można byłoby się do tego dostosować, gdyż ludzie są istotami społecznymi i nawet najwięksi introwertycy popadają w furię, gdy przez długi czas nie mają żadnego kontaktu z ludźmi. A tutaj ludzie mają ograniczone możliwości rozrywki czy wymiany myśli. Współcześnie więcej osób poznajemy w Internecie niż w rzeczywistości.

    Dotarłam do Krakowa, widać było wiele wizerunków Lenina, Stalina i polskich przywódców partii. Postanowiłam wysiąść na najbliższym przystanku niedaleko Rynku i udać się w jego kierunku. W tej części Krakowa było dość sporo ludzi i jeszcze więcej gołębi. Spojrzałam najpierw na te gołębie, nie znalazłam żadnego białego. Czyżby już to mogło oznaczać, że przebywam w złym miejscu, a do celu jeszcze długa droga?.. Zapewne poszukiwałabym odpowiedzi na to pytanie, ale przybyłam tu w celu stwierdzenia, czy jako uzależniony od nowoczesnych technologii i oswojony z liberalizmem młody człowiek byłabym w stanie przetrwać w czasach, jakimi był okres komunistyczny. Gdybym zadawała takie pytania, jak to dotyczące gołębi, na pewno byłabym prześladowana przez władze, bo to ukazywałoby dotkliwe niedoskonałości, a to niewygodne... Choć czy na pewno? Być może się przekonam, chętnie bym zobaczyła gabinet partyjny od środka. Zanim jednak to zrobię, muszę dobrze poznać środowisko. Ówczesny Rynek dość mocno różnił się od obecnego, nie znajdowało się na nim zbyt wiele sklepów i lokali gastronomicznych, a w Sukiennicach nie było produktów importowanych z Chin. Postanowiłam zjeść coś w chyba jedynej restauracji, która tam się znajdowała. Zupełnie inaczej niż współcześnie, nie można wybrać jednej z dziesiątek restauracji oferujących potrawy różnych kuchni świata. Musiałam jednak zdobyć jakieś ówczesne złotówki, bo moich by nie przyjęli. Nie wiedziałam, jak to zrobić skutecznie, odruchowo miałam więc wyciągnąć smartfona i zacząć szukać Wi-Fi, by znaleźć jakieś inspiracje. Zdążyłam jednak zorientować się, że cofnęłam się w czasie, a Internet nie był powszechnie dostępny. Gdyby dowiedzieli się, że mam bardzo nowoczesne urządzenia oraz że przybyłam tu z przyszłości, mogłabym mieć problemy. Cóż, mogłam sprawdzić odpowiedź w Internecie, zostałam zdana na siebie i moją pomysłowość. Postanowiłam przejść się po okolicy.

Pierwszym miejscem, do jakiego weszłam, był kiosk. Na zewnątrz było wystawionych sporo gazet i magazynów o przeróżnej tematyce. Nie było jedynie tak dużej ilości polskich edycji zagranicznej prasy, jak obecnie. Można było jednak kupić ciekawe tytuły. Widać, że akurat w prasie nie było monopolu. Jednak była cenzura, zerknęłam na pierwsze strony niektórych gazet i nie znalazłam żadnej bezpośredniej krytyki rządu, ani tym bardziej opozycji. Jednak redaktorzy umieścili pewne drobne elementy, które były sugestywne, ale cenzorzy ich nie usunęli. Można byłoby więc spokojnie te gazety czytać, tak jak teraz. Jedynie należałoby bardziej wysilić umysł, by znaleźć ukryte informacje, które współcześnie podaje się wprost.

Następnie udałam się do biblioteki. Zanim jednak tam dotarłam, zobaczyłam jakiś wózek i dość sporo ludzi przebywających obok niego. Spojrzałam bliżej, to był saturator. Ludzie kupowali na bieżąco kolorową gazowaną wodę (nie byłam pewna, czy ta woda była mieszana z sokiem czy z kolorowym barwnikiem i sztucznym aromatem), wszyscy ludzie pili z jednego kubka, który po wypiciu był szybko i niedokładnie przemywany wodą. Poczułam obrzydzenie, bo w ten sposób może roznosić się wiele chorób. Współcześnie gdyby coś takiego funkcjonowało w przestrzeni publicznej, właściciel szybko poniósłby karę. Wtedy też wprawdzie ludzie byli świadomi chorób (nie bez powodu napoje z saturatorów i syfonów nazywano „gruźliczanką”), ale często nie można było kupić niczego innego, by ugasić pragnienie. Trzeba było więc ryzykować.

W bibliotece było całkiem sporo ludzi i bardzo dużo książek. Cicho rozmawiali ze sobą. Różnorodność książek była ogromna, znalazłam też książki zagranicznych autorów. Nie miały one pięknych okładek i tekstów zachęcających do przeczytania z tyłu okładki, jednak w książkach najważniejsze jest to, co w środku. Nie było też potrzeby reklamowania książek, bo istniało tylko kilka wydawnictw, każde odpowiedzialne za poszczególne rodzaje literatury, a więc i tytuły. Oczywiście była też cenzura. Zdawało mi się jednak, że wtedy więcej ludzi czytało książki, były one tańsze i Internet nie był dostępny.
Udałam się do zwykłego sklepu (z jakiegoś powodu nie było przy nim kolejek). Półki nie były przepełnione produktami różnych marek, widać było monopol. Bynajmniej nie trzeba było zastanawiać się nad tym, produkt jakiej linii i marki wybrać. Wbrew pozorom, wiele możliwości potrafi zniewolić. Przebywałam jeszcze w okresie przed wprowadzeniem bonów, można było więc robić dowolne zakupy. Po drugiej stronie był Pewex, do którego też weszłam. To był zupełnie inny świat, było w nim dużo produktów importowanych i tych najwyższej jakości, wysyłanych do innych państw. Przepaść między nimi a tymi w zwykłych sklepach była ogromna. Jednak za jakość trzeba było bardzo dużo zapłacić. Właśnie, jak żyli uprzywilejowani ludzie podczas komunizmu? Oczywiście dobrze. Jednak doświadczenie tego byłoby interesujące. W tym celu postanowiłam wstąpić do PZPR. Zobaczyłabym też strukturę partii rządzącej za kulisami. Muszę też przyznać, że ciekawie byłoby chociaż przez chwilę wpływać na politykę.

Zgłosiłam więc prośbę o dowód osobisty, jako przyczynę podałam zgubienie obecnego. Dostarczyłam odpowiednich danych. (Przygotowałam je jeszcze w domu. Wyglądały autentycznie.)  Niestety, musiałam dość długo czekać. Uważam, że wręcz za długo, biorąc pod uwagę również utrudniony przepływ informacji związany z brakiem Internetu. Biurokracja potrafi doprowadzać obywateli do szału. Gdy jednak otrzymałam wiadomość, że zostałam przyjęta, bardzo się ucieszyłam. Przestałam być obywatelką, zostałam towarzyszką. Przeniosłam się do Warszawy, by mieć bliżej do siedziby. Nie miałam pieniędzy, ale taksówkarz zgodził się podwieźć mnie za dwa jego portrety, które rysowałam w jego samochodzie. Gdy jechałam, było mi duszno i niedobrze i chciałam, by podróż jak najszybciej się skończyła. W samochodzie nie było klimatyzacji ani dobrej wentylacji. Musieliśmy się też kilkanaście razy zatrzymywać, bo były problemy z silnikiem. Po kilku godzinach męczarni udało nam się dotrzeć na miejsce. Nareszcie mogłam wyjść z samochodu.

Nie miałam problemów z pracą, gdyż z dokumentów wynikało, że studiowałam chemię na Politechnice Krakowskiej i kilka dni wcześniej udało mi się uzyskać pierwszy stopień. Oznaczało to, że muszę znaleźć pracę, jeśli nie mam zamiaru dalej się uczyć. Jednak praca, do jakiej zostałam zatrudniona, nie miała nic wspólnego z chemią – zostałam sekretarką. Nie miałam jednak wielkiego wyboru, ta praca została mi odgórnie przydzielona. Współcześnie mogłabym wybrać jedną z wielu dostępnych ofert pracy i aplikować do najmniej niekorzystnej. Wolny rynek to jedna z rzeczy, której tutaj brakuje. Trzeba jednak przyznać, że nakaz pracy zapobiega patologicznym sytuacjom, wprawdzie bezrobocie jest obecnie jednym z istotniejszych problemów, a ludzie nie podejmują się prac nienawiązujących do ich zainteresowań i predyspozycji.

Jednak rzeczywistość nie jest tak piękna jak na papierze. Teoretycznie pracują wszyscy, tak naprawdę większość osób, z którymi przebywałam, bawiła się. Jedna z sekretarek malowała sobie paznokcie, druga czytała jakąś książkę, kilka innych grało w karty. A ludzie w kolejkach czekali i się wściekali. Monitoringu nie było, a zwykli obywatele nie mieli odwagi opowiedzieć o sytuacji osobom na wyższych stanowiskach. Strach przed karą? Współcześnie można krytykować dosłownie każdego. Krytyka nie musi być nawet konstruktywna, bo zawsze znajdzie co najmniej dwóch zwolenników. To, czy pod wpływem uwag krytykowani dokonają odpowiednich poprawek, jest jednak zupełnie inną kwestią. Ja wykonywałam zadania, gdyż miałam odpowiednie do pracy w XXI wieku obawy, że jeśli się nie wywiążę z obowiązków, zostanę ukarana, na przykład utratą części pensji lub wręcz pozbawieniem stanowiska. Może akurat gdy zobaczą mnie, jak „olewam” pracę, doniosą na mnie? Po chwili, gdy sytuacja się nie zmieniła, wściekłam się i krzyknęłam do współpracowniczek, by przestały się bawić i zajęły się pracą. Niektóre odpowiedziały, że to bez sensu, bo i tak dostaną taką samą wypłatę. To absurdalne i niesprawiedliwe, że taka sytuacja ma miejsce. One faktycznie mają rację – po co pracować, skoro nie dostaną za to nagrody? Człowiek nie musi się nawet wysilać ani rozwijać, bo ma gwarantowaną pensję, cokolwiek by robił. Pomyślałam, że może gdyby żadna z nas nie pracowała, rządzący odebraliby to jako krytykę i zmienili zasady? W ten sposób byłabym w stanie zmienić całą sytuację w państwie! Gdy oni będą inaczej nagradzać za pracę, będą też pozbywać się niepracujących i przydzielać do innych miejsc. Osoby z większymi zarobkami będą częściej chodzić do sklepów i zmieniać zapotrzebowanie społeczeństwa na towary, co zmusiłoby planistów do zmiany strategii wytwarzania produktów na coraz bardziej zgodną z prawem popytu i podaży. Jednak to wszystko naruszyłoby podstawowe, jednak błędnie interpretowane założenie komunizmu, że „wszyscy są równi”. Skoro jedna osoba ma duże zdolności aktorskie i brak umiejętności plastycznych, druga zaś na odwrót, można je uznać za równe. Takiego samego wynagrodzenia dla osoby pracującej ciężko i nie robiącej tego w ogóle nie uważam jednak za równe, gdyż pojęcie „równość” wiąże się z proporcjonalnością, a sytuacji takich, jak opisana, proporcje nie są zachowane... Tak się zamyśliłam, że zapomniałam o pracy. Zbliżała się jednak pora opuszczenia miejsca pracy, więc zaczęłam zbierać swoje rzeczy. Wyszłam razem z innymi pracowniczkami, niektóre z nich wzięły ze sobą rzeczy, które nie były ich. Najwyraźniej tak można albo wszyscy przymykają na takie sytuacje oko. Rozmawiałam na różne tematy, w większości lekkie, ale pozwalające na lepsze poznanie systemu.

Kobieta, która malowała paznokcie, była utalentowaną artystką. W pracy ćwiczyła technikę malowania na paznokciach, jednak potrafiła też rysować, malować i rzeźbić, najróżniejszymi mediami i technikami. Pokazała nam kilka zdjęć swoich dzieł i jeszcze więcej szkiców. Wyglądały naprawdę świetnie. Nie były one szczegółowe, bardziej przedstawiały zarysy przedstawianych postaci i przedmiotów. Na pierwszy rzut oka wyglądały jak zwykłe realistyczne przedstawienia, niektóre wręcz socrealistyczne, jednak gdy przyjrzało się bliżej, można było dostrzec różne ciekawe, surrealistyczne elementy będące aluzjami, głównie do komunizmu, sposobu rządzenia i struktury społeczeństwa. Jednym z takich obrazków był biały gołąb z palcami zakrzywionymi jak sierpy i ostrymi niczym brzytwy. Swoimi odnóżami trzymał się cienkiej gałęzi stylizowanej na rękę. Ten fałszywy gołąb był czymś, co dla tej artystki było nie do zniesienia. Narzucanie zdania jest zamykaniem w klatce, ale to groźba bezpodstawnej kary jest czymś, przez co nie można się z niej wydostać. Artyści, którzy z wolności korzystają najbardziej, odczuwają jej pozbywanie jako szczególnie bolesne.

Kobieta, która czytała książkę, była akurat konformistką. Skoro ma dobrze płatną pracę, podczas „wykonywania” której nic nie robi, i może za to kupić potrzebne rzeczy, to po co narzekać? A to, że musi często stać w kolejkach i ma ograniczony dostęp zarówno do produktów, jak i informacji, dotyczy wszystkich, więc nie musi się tym przejmować. W końcu człowiek jest elastyczny i potrafi przystosować się do każdego środowiska. Gracze w karty byli podobnego zdania. Takich ludzi było wtedy chyba najwięcej, jak i niestety jest obecnie. Chociaż technologia się rozwija i człowiek może mieć coraz więcej, tak naprawdę dla większości ludzi wciąż liczą się jedynie podstawowe potrzeby. Bardziej przejmują się żywnością, którą spożywają, maszynami, jakie posiadają i osobami, z którymi spędzają czas niż przyczynami tych wszystkich sytuacji i ich wpływem na sytuację, nie tylko w państwie. Póki mają wszystko, co chcą, nie ma problemu. Zaczynają działać dopiero wtedy, gdy jest jakieś zagrożenie. Tymczasem gdyby myśleli globalnie, przejmowaliby się różnymi sytuacjami, które mogą prowadzić do niekorzystnych i niebezpiecznych zjawisk, dzięki czemu ludzie uniknęliby wielu błędów, takich jak chociażby niedorzeczności i wady komunizmu, które chociaż na początku wydawały się drobne i nieistotne, doprowadziły do niesprawiedliwej śmierci wielu ludzi, którzy „zawinili” jedynie sprzecznymi z rządowymi poglądami politycznymi i udziałem w manifestacjach, podczas których domagano się przestrzegania praw człowieka. Musieliśmy przez to przejść, jednak wszystkie wymienione wydarzenia można było przewidzieć i powiedzieć o nich innym.

Wracając jednak do rzeczywistości, muszę przyznać, że podczas tak krótkiego pobytu w przeszłości udało mi się bardzo otworzyć na ludzi, a trzeba przyznać, że w „swoim” świecie jestem wyjątkowo zamknięta. Musiałam jednak przełamać lód, bo bez tego nie potrafiłabym załatwić wielu ważnych spraw, jak chociażby wstąpienie do partii. W tym świecie znajomości też bardzo ułatwiają życie, dzięki nim można łatwiej zdobyć trudno dostępne przedmioty. W dodatku ludzie sami swoją postawą domagali się ekstrawersji. Nabrałam też pewności siebie.

Kilka dni jeszcze tutaj byłam. Miałam dość dużo pieniędzy, za które robiłam zakupy w ukrytych sklepach przeznaczonych dla członków partii, czasem w Peweksie. Te ukryte sklepy również miały duży asortyment i lepszej jakości produkty niż te zwykłe. Jednak i przy tych sklepach były męczące kolejki, w których można było stać ponad trzy godziny. Współcześnie po kilkunastu minutach czekania człowiek zaczyna się bardzo denerwować, więc tak długie czekanie wywołałoby u niego wściekłość. Dlatego czasem wynajmowałam stacza kolejkowego, dzięki czemu oszczędzałam czas i nerwy. Gdyby tych sklepów było więcej i miały więcej produktów, nie dochodziłoby do śmiesznych sytuacji.

Podczas jednego ze spotkań partyjnych omawialiśmy kontrowersje związane z mięsem. Odkąd odkryto, że zawiera ono dość dużą ilość cennego dla przemysłu węgla, znacznie ograniczono jego sprzedaż, co wywołało niezadowolenie części społeczeństwa. Nie było buntów ani manifestacji, ale ludzie rozmawiali o tym między sobą, można było usłyszeć nawet dużo żartów o braku mięsa. Był jeszcze problem związany ze status quo. Przecież zwierzęta rzeźne zawsze dostarczały jedynie żywności, czy ich mięso może być użyte jako paliwo? Dokonanie czegoś takiego byłoby dość dziwaczne, ale wszyscy wiedzą, czemu komuniści zawdzięczają sukces. Podczas dyskusji siedziałam cicho, chciało mi się śmiać. Tu ludzie zaczynają mieć dosyć systemu politycznego, tracą cierpliwość i będą planować manifestacje, a towarzysze dyskutują o mięsie! Zdawali się również zapomnieć o podstawowym fakcie, że mięso zawiera węglowodany i białka, w których skład wchodzi węgiel. Stwierdziłam, że powinnam im o tym przypomnieć. Oni się tym nie przejęli i nadal kontynuowali dyskusję. Uznałam, że powinni zająć się poważniejszymi problemami. Współcześnie o większości tych problemów informuje się obywateli. Powiedziałam więc o zbytniej zależności od ZSRR, rosnącego niezadowolenia społecznego i pogarszania się stanu gospodarki, co należałoby jak najszybciej zmienić. W przeciwnym wypadku wspaniały system mógłby okazać się beznadziejnym i upaść, ustępując miejsca nowemu. Ważna była większa wolność słowa i przestrzeganie praw człowieka, które współcześnie wydają się tak oczywiste. Niektórzy zagrozili mi tylko, że jak będę poruszać takie niewygodne problemy, mogą mnie usunąć z partii, po czym wrócili do dyskusji o mięsie. Większość rozmów podczas spotkań było na takie lekkie tematy.

Zbliżało się Narodowe Święto Odrodzenia Polski, zastępujące Święto Niepodległości. Główne wydarzenia odbywały się w Warszawie, gdzie przemawiał Cyrankiewicz. On i pozostali mówcy wychwalali komunizm i Stalina, który rzekomo wyzwolił Polaków z niewoli nazistowskiej, posługując się przy tym różnymi obrazami, ogólnikami i chwytami emocjonalnymi. Wszystko to brzmiało wzniośle i pięknie, po chwili jednak zorientowałam się, że to zbyt wyidealizowane, i zaczęłam się denerwować. Wprawdzie znałam realia komunistyczne i historię, które przeczyły usłyszanym deklaracjom. Ilość i rodzaj propagandy wydawały się dobrze przygotowane, okazały się przesadzone. Po przemówieniach ludzie kupowali produkty na przygotowanych z okazji święta targach, na których było dużo zazwyczaj trudno dostępnych produktów.

Chociaż było jeszcze wiele do zobaczenia, chciałam już wracać. Zmęczyło mnie ograniczenie wolności i dostępności wielu rzeczy i informacji. Współcześnie sprawy załatwia się dużo szybciej i jest większa swoboda wypowiedzi. W szczególności każdy obywatel może krytykować rząd i nie ponosić za to kary. To właśnie wolność, a nie odgórna dyktatura, wyzwala kreatywność i przyczynia się do powstawania nowych dzieł i odkryć. A to, co widziałam, to był tylko wierzchołek góry lodowej, nie miałam na tyle wysokiej pozycji, by mieć dostęp do tajnych dokumentów i planów przywódców. Gdybym mogła je zobaczyć, miałabym większą wiedzę dotyczącą komunistycznej rzeczywistości, i być może byłabym bardziej przerażona. Jednak tajne dokumenty są elementem wszystkich systemów, a zawarte w nich dane będą jak najlepiej ukrywane przed ludźmi. Te dokumenty mogą być sprzeczne z głoszonymi ideami. Gdybym tu dłużej została, być może spotkałyby mnie represje, ze względu na incydent na spotkaniu partyjnym. Mnie samej zdarzało się na pewno krytykować komunizm podczas rozmów, choć tego nie pamiętam. Wolałam więc wracać. Będzie mi jednak brakować otwartości i życzliwości, które były mi okazywane przez bardzo wielu ludzi w czasach komunistycznych, a współcześnie, w czasach portali społecznościowych i Internetu, takie zachowanie będzie dużą rzadkością. Choć z drugiej strony, gdyby w tych czasach Internet był powszechnie dostępny, czy ludzie byliby tacy społeczni? Być może tak, bo sieć byłaby kontrolowana i wiele informacji trzeba byłoby przekazywać podczas prawdziwych spotkań.

Pomijając jednak kwestie związane z polityką, przy ogromnej cierpliwości i zmianie przyzwyczajeń dałoby się żyć w czasach komunistycznych. Jednak ludzi cierpliwych we współczesnym świecie jest bardzo mało. Tak bardzo nauczyliśmy się otrzymywać przedmioty i informacje szybciej i przyzwyczailiśmy się do tego, że jakiekolwiek opóźnienie zaczyna nas denerwować. W czasach komunistycznych moglibyśmy się wściec podczas stania w kolejce. Jednak oni też mogliby mieć gorzej, gdyż w poprzednich epokach przepływ informacji i produktów był utrudniony. Mimo to, czasy PRL-u ze względu na te właśnie problemy bardziej zapisałyby się w naszej pamięci, a nasze osiągnięcia w tym okresie, zarówno stworzenie kultowych dzieł kultury jak i zdobycie trudno dostępnego produktu, przynoszą większą satysfakcję niż teraz, gdy mamy tak wiele dostępnych treści, że mało osób mających problemy próbuje samodzielnie je rozwiązać.